Caucasian girl watch movie online

Jak zmienić swoje życie w 7 minut? | część 2.

Zatem postanowiłam kontrolować swoje życie. Decyzja została podjęta. Mam cel, do którego osiągnięcia zmierzam, mam plan na początek drogi i teraz będę ciężko pracować, szukać przygód i możliwości, żeby jak najwięcej robić i jak najwięcej zarabiać, a przy tym świetnie się bawić i nie nudzić. To zapisałam jako mój quest poboczny – wskaźnik zabawy i dobrego poczucia nie może spaść poniżej zielonej linii, bo droga do celu ma być przyjemnością samą w sobie. Jestem osobą slow-life, nie lubię narzucać na siebie zbędnej presji. Prędzej czy później wydarzy się to co ma się wydarzyć, bo chcę żeby się wydarzyło. Energia już została wysłana i teraz tylko czekać aż wróci .

Zarobić cokolwiek gdziekolwiek

Kiedy zaczęłam lizać Javę – a to dobre słowo, bo to był ciężki orzech do zgryzienia – pojawiło się w mojej głowie dużo nowych pojęć, dużo logiki i kombinowania, dużo anglojęzycznej dokumentacji, szukania rozwiązań po całym internecie, dużo myślenia nad tym dlaczego mój kod jest taki sam, jak ten wklejony ze Stacka, a jeden działa, a drugi nie… Zaczęłam czuć, że mój mózg pracuje na pełnych obrotach, wpada w tryb robienia rzeczy. Spodobało mi się! Ale odkryłam, że to trudne, pracować samemu ze sobą. Kiedy nie masz biura, współpracowników i szefa i nikt Cię nie kontroluje, to bardzo ciężko znaleźć motywację do regularnego postępu projektu. Potrzebowałam złapać wiatr w żagle, oderwać się, przez chwilę robić coś innego, żeby wrócić i na nowo złapać focus. Zaczęłam żyć aktywniej. W siedzenie przed kompem wplotłam trochę sportu – bieganie, jazda na rowerze, cokolwiek. Cokolwiek co nie kosztuje (bo przecież nie mam ani pracy, ani pieniędzy), co pozwala pobyć samemu ze sobą, zmęczyć się fizycznie i przewietrzyć mózg. I to jest sekret, dzięki któremu ta lawina ruszyła. Na treningach widzisz do czego zdolne jest Twoje ciało i umysł, pokonujesz swoje limity i to Cię uskrzydla. Mnie to uskrzydliło. Po raz kolejny zaczęłam doświadczać tego, że wszelkie bariery istnieją tylko w Twojej głowie. Sama sobie jestem największą przeszkodą. Zaczęłam podkręcać tempo i przeszłam do kolejnego etapu – szukanie pracy.

Plan początkowy zakładał jakąkolwiek pracę, która przyniesie mi jakiekolwiek pieniądze, ale skupiać się będę na programowaniu. Jednak plan spalił na panewce. Wysłałam dziesiątki CV,  usunęłam połowę swojego doświadczenia i wykształcenia, żeby przyjęto mnie chociaż na kasjerkę do Biedronki czy Żabki. Bez skutku… Dziś wiem, że na szczęście.

Skup się i bądź cierpliwa

Stop! Na litość boską, Barbara, naprawdę? Nie, zatrudnianie się w jakiejś shitowej pracy niemal za darmo niczego nie ułatwi. To będzie stracony czas w Twoim życiu. I już go nie odzyskasz!
Ok. Powoli. Jeszcze raz. Zrobiłam parę kursów i nawet umiem zbudować podstawowe okna aplikacji, buttony i różne pola, ale to jakby przedszkolak poszedł na Uniwersytet i przekonywał rektora, że już jest gotowy na studia. Także nie mogę jeszcze starać się o posadę developera. A o jaką właściwie mogę?
Na stronach z ofertami pracy zaczęłam ustawiać po prostu filtr na branżę IT i próbować dopasować siebie do któregoś z ogłoszeń. Nie było łatwo, w ciągu tygodnia wysłałam dosłownie kilka odpowiedzi. Ale jakoś nie zastanawiałam się specjalnie nad skalą. (Tak jak teraz, tworząc tę stronę, również się nad tym nie zastanawiam.) Uznałam, że w końcu musi się udać. Może nie za 5, 10 czy 20 razem, ale nawet jeśli za 550 ma się udać, to warto próbować, bo to jest moja szansa. Nie spocznę dopóki nie znajdę fajnej firmy z fajną pracą na fajnych warunkach. Bo dlaczego niby miałoby się nie udać?
I tak minęło kilka tygodni i kilkadziesiąt wysłanych aplikacji, aż w końcu dostałam telefon. Jeden, drugi, trzeci… Świat oszalał! Jako że, chodziło mi o partnerski układ win-win stawiałam sprawę jasno – drodzy państwo, umiem cały guzik, ale bardzo chcę się uczyć. I bardzo potrzebuję sposobności i pensji. Dlatego też kilku rekruterów równie szczerze podziękowało mi za prawdomówność życząc mi szczęścia. Liczyłam się z tym. Bądźmy szczerzy, nic nie umieć, ale stawiać wymagania? Aż przyszedł moment, kiedy wiedziałam, że wszystkie moje założenia muszę odłożyć na bok, bo oto stoi przede mną realna możliwość zdobycia świetnego doświadczenia i życiowego, i zawodowego.

Idzie nowe

Otóż pojechałam na rozmowę na testera lokalizacji gier wideo – w wielkim skrócie: nie ma to za wiele z grami, posada dla językowca, który weryfikuje i poprawia tłumaczenia tekstów aplikacji (w tym wypadku gier video), sprawdza czy tłumaczenia, czy są wszystkie, czy są dopasowane do kontekstu, czy są prawidłowo zsynchronizowane z timelinem gry itp. – tylko że w języku angielskim. Na szczęście, nie przeszłam testów gramatycznych i podziękowano mi za udział w rekrutacji. Angielski to mój drugi język – umiem załatwić wynajem mieszkania i podłączenie prądu, ale w sprawdzaniu ortografii i gramatyki zdecydowanie nie jestem dobra. Zamęczyłabym się tam na amen, a następnie by mnie wywalili. Ja dziękuję bardzo.
Kurcze, ale ja jestem przecież taka świetna w języku…Tylko, że w polskim! I to właśnie napisałam w mailu do rekruterki, odpowiadając jej na tę wiadomość, w której napisała, że mnie nie przyjmą. Koniec końców, przyjęli i bardzo dziękuję ekipie, która dała mi wtedy szansę. Nie macie pojęcia, jakie to było ważne!

I tak, trochę przypadkiem, zostałam testerem gier video. Pierwsza praca na nowym, nieznanym gruncie! So exciting! I co mi to dało? No, to jest jedna z ciekawszych części tej historii, ponieważ szybko okazało się, że pracuję na umowę zlecenie, zarabiam 1500zł miesięcznie,  za ponad połowę swojej pensji wynajmuję 7mpokój na obrzeżach Warszawy, prawie pod Piasecznem (w olbrzymim domu, w którym mieszka 12 innych osób, które nie znają pojęcia higieny i dbania o przestrzeń, a ja jestem jedyną Polką na ulicy, bo reszta to średnio obyci emigranci klasy robotniczej – ale temat emigracji i emigrantów kiedy indziej…) i generalnie wylądowałam na levelu, że niby wygląda to tak jakby udało mi się trochę odbić od dna, ale generalnie gówno prawda.

Jednak nie do końca o tym marzyłam

Także już po pierwszym miesiącu wiedziałam, że trzeba jak najszybciej postawić drugi krok na tej drabinie do szeroko pojętego sukcesu, bo rachunki mi się nie zgadzają. 
W związku z tym zaczęłam pracować na nadgodzinach, prosić się o dodatkowe zmiany przy najróżniejszych projektach, zbierać jak najwięcej wiedzy i doświadczeń z pracy testerskiej, a po godzinach dalej niezdarnie pisałam swoją pierwszą aplikację w Javie, szukałam nowych pojęć, uczyłam się nowych narzędzi i metod z zakresu testowania oprogramowania, w międzyczasie realizując postanowienie, że wyślę minimum 1 CV w tygodniu. Nawet jeśli nie do końca odnajduję się w prezentowanych ofertach, wybiorę taką „najmniejsze zło” i jeśli zostanę zaproszona na spotkanie to poćwiczę po prostu rozmowy biznesowe. A to bardzo cenny skill. 

Rozwijałam się więc, nabierałam co raz większej zajawki na testowanie i cierpliwie rozsyłałam CV, aż nareszcie po pięciu miesiącach zaproponowano mi awans, normalną – jak Pan Bóg przykazał – umowę o pracę i sporą podwyżkę.

I ODMÓWIŁAM! 

 

Ale o tym w kolejnej części serii 7 minut – bo pamiętaj, to wszystko zaczęło się od otworzenia komputera, przeglądarki i wpisania ciągu znaków w wyszukiwarce. A dalej to już tylko konsekwencja, upór i dobra energia. 

Fajnie, że dojechałaś/eś do końca. Dzięki! Jeśli podoba Ci się moja działalność kliknij serduszko przy tytule i podziel się dobrym słowem w komentarzu na moim Instagramie lub Facebooku. Poznajmy się.

Wielkie dzięki za dzisiaj, pozdrawiam, cześć!  🙌🏻

Basia Romanowska

Żyję w zgodzie ze sobą. Inspiruję do spełniania marzeń i podążania za głosem serca. Chcę rozbudzać w Was świadomość własnych potrzeb i jakościowego życia. Rozwijam też własną firmę IT zajmującą się testami aplikacji. Zapraszam Cię do świata, gdzie normalność to wrażliwość, satysfakcja i radość z życia oraz spełnianie marzeń <3 Poznajmy się!

Wesprzyj to co robię i dołącz do grupy mikrozachwytowiczów. Ciesz się żyćkiem <3

Śledź sociale Mikrozachwytów, dziel się swoimi mikrozachwytami i oznaczaj @basiaromanowska (IG) lub @ilovemikrozachwyt (FB). Uśmiechnijmy się do siebie.
Daj się poznać ♥