Krótko o spełnianiu marzeń…

…czyli wcale nie taka krótka recenzja @Western Camp Resort i @Energylandia 

Kiedy nie mogłam jeszcze legalnie palić papierosów, byłam na szkolnej wycieczce w niemieckim Heide Parku. Było świetnie, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci chwila, kiedy wieczorem, po całym dniu wrażeń patrzyłam na grupę młodych dorosłych, którzy na zaaranżowanej plaży na leżakach pod palmami mieli after-party. Tak im zazdrościłam wtedy tej wolności, błogości. Roztaczali taką pozytywną energię i spokój jednocześnie. Chciałam być na ich miejscu. Dorosła, ale spędzająca weekendy w takich szalonych miejscach jak fun-parki. I mijały lata, a ja tak sobie wracałam do tych myśli czy będzie mnie kiedyś stać, żeby pojechać na wakacje z przyjaciółmi tak po prostu poszaleć na roller-coasterach, wydać trochę pieniędzy i zwyczajnie dobrze się bawić, a czy jak już będzie mnie stać, to czy będzie mnie to dalej bawić? Zazdrościłam im tej wolności, samowystarczalności, luzu i uśmiechów.

I oto jestem.

Po dekadzie dziecięcych marzeń, przeżyciu niesamowitych przygód po drodze, zastanawiania się co dalej i ciągłego gonienia horyzontu, siedzę sobie przy ognisku po całym dniu czystego szaleństwa i huśtawki emocjonalnej i śmieję się w głos wspominając mijający dzień w towarzystwie cudownych ludzi. Niemożliwe nie istnieje, moi mili.

Część I:  Western Camp
MIEJSCE:
Z tego miejsca bardzo dziękuję @Western Camp Resort za przemiły czas. Należy zacząć od tego, że cały obiekt jest przepięknie zielony i bardzo, bardzo zadbany. Każdy najmniejszy detal jest dopracowany, żeby nic nie popsuło klimatu. W całej „osadzie” jest mega czysto, nigdzie nie ma żadnego papierka, plastikowego kubka czy papierosa. Niestety nie sądzę by była to zasługa gości dbających o porządek, także wielki ukłon w stronę załogi Western Campu, która czuwa! Resort jest świetną rozrywką samą w sobie i naprawdę nie wyobrażam sobie nie powtórzyć tej wizyty. Klimat westernowego miasteczka, a tuż za nim zielona strefa plenerowego kina, boiska do gry w piłkę, kosza czy badmintona z zadbanym stawem w tle. Obsadzona zielenią kamienna droga prowadzi wokół stawu, wprost do indiańskiej wioski, gdzie pełno tipi, a na nich malunki dzikich zwierząt – chyba dla oznaczenia. To jest klimat! A w środku tej osady, pomiędzy namiotami ukryty jeszcze jeden „dziki” staw z totemem na środku. Żaby i świerszcze mają używanie. Bajka.
Ponadto, do tej pory zastanawiam się, jak zrobione są te latarnie przy drogach, bo są na żarówkę jak wół elektryczną, a nie widać tam kabla! To jest dopiero dbałość o szczegóły! 
OBSŁUGA:
Każda jedna osoba z obsługi, z którą rozmawiałam (a z paroma rozmawiałam, bo nasza ekipa była wymagająca;) była uśmiechnięta, każdy żartował, każdy opowiadał „coś od siebie” i czynił atmosferę bardzo przyjazną. Nie była to tylko sucha, służbowa wymiana zdań. Obsługa na najwyższym poziomie i bardzo za to dziękuję! I to jest to, co czyni to miejsce bardzo wartościowym. Ja z reguły unikam obsługi w Polsce, jest to dla mnie przykry obowiązek, ponieważ bardzo często pracownicy są tak nieprofesjonalni, poirytowani, smutni i niemili, że bardzo mnie to przytłacza, a ja nie bardzo mogę zmienić ich życie na lepsze. A w Western Camp czułam się jak dobra koleżanka, która wpadła na urlop. Ktoś chciany, trochę wyjątkowy, komu warto zrobić dzień. To było przemiłe doświadczenie. Życzę Państwu wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że ta dobra energia, którą przekazujecie, wróci do Was po stokroć! 🙂
NOCLEG:
Z grupą znajomych zatrzymaliśmy się w domku i wozie, chcieliśmy porównać komfort, no i sprawdzić warunki w obu tych przestrzeniach. I wóz, i domek był wychuchany – było bardzo czysto, pachnąca pościel i ręczniki, wszystko bardzo w porządku. Sześć osób na przestrzeni, bo ja wiem, może z 40m2. Z czego dwa łóżka są na antresoli. Jasne, nie jest to przestronny, luksusowy apartament z oddzielnymi sypialniami, raczej wszystko jest upchane i jak dwie osoby stoją, to reszta siedzi, bo inaczej nie można zrobić kroku. Natomiast to robi taki campingowy klimat, wszyscy się zżywają, żartują i jest po prostu swojsko i zabawnie. Nawet jest niewielki regalik na klamoty, szafa na parę ubrań i mała lodóweczka na małe co nieco. Dla fanów wieczornego relaksu przed TV pomyślano również o telewizorze – dość strategicznie zamontowanym, że większość widzi go z poziomu własnego łóżka. W domku mieliśmy łazienkę – w bardzo dobrym standardzie, przede wszystkim wyczyszczona i pachnąca, z niezbędnym wyposażeniem toaletowym, ręcznikami i suszarką. Zero niedociągnięć.
Kiedy śpisz w wozie do „publicznej” toalety masz zawsze parę kroków i minusem jest też to, że toalety nie są zamykane (w sensie zabudowane od góry, z normalnymi drzwiami) – to jednak jest niekomfortowe kiedy słyszysz dźwięki z kabiny obok (i czujesz co się dzieje w kabinie obok), albo jesteś świadomy tego, że ktoś słyszy (i czuje) co tam u Ciebie. W tej kwestii jestem raczej niezłomną bezwstydnicą, ale osobiście znam osoby, które nabawiłyby się problemów zdrowotnych, a nie skorzystały z takiej toalety, dlatego też tu się warto zastanowić nad wyborem. Niemniej muszę podkreślić, że budynków z toaletami, samych toalet i kabin prysznicowych jest na tyle dużo, że nie ma korków, ludzie się w miarę płynnie mijają i nie doświadczyłam problemu z dostępem do sanitariów – a próbowałam „w godzinach szczytu”, żeby zebrać doświadczenia. Muszę też po raz kolejny zaznaczyć, że pomimo ilości ludzi i ilości przestrzeni do ogarnięcia toalety „publiczne” są nieskazitelnie czyste i pachnące. Sorry, jeśli za bardzo się zachwycam, ale dawno nie byłam w Polsce w tak komfortowych warunkach. Właściwie to dawno nie byłam na wywczasie w Polsce i jest wysokie prawdopodobieństwo, że tak właśnie wygląda teraz wypoczynek w Polsce, niemniej warto o tym mówić, bo to jest fajne!
Wszędzie oczywiście klima i kontakty, także komfortowo do spania i ładowania sprzętów.
Żeby nie było za kolorowo dużym minusem mieszkania w wozach jest ich ulokowanie – większość z nich ustawiona jest przy płocie, za którym dosłownie parę metrów dalej jest Biedronka i właśnie na tę stronę wychodzi klimatyzacja, która buczy 24/7. Dla mnie byłoby to nie do przyjęcia, dlatego fajnie, że zdecydowałam się na domek i ominęła mnie ta męczarnia. Hałas w nocy jest dla mnie nie do przyjęcia.
ATRAKCJE:
Są boiska, jedno wysypane piaskiem, do siatkówki, drugie z taką gumowaną nawierzchnią (która ma jakąś ładną nazwę, której nie pamiętam) z koszami (do koszykówki :P) i bramkami (do footballu). Do tego masa trawki z siatkami do badmintona. Sztos. Nieco na uboczu wydzielona jest strefa ogniskowa, gdzie można sobie puścić muzyczkę, przynieść leżaczek (który później odnosimy do strefy kinowej, skąd je wzięliśmy, bo nie jesteśmy prosiakami, prawda) i napełnić brzuszki wszystkim co sobie kupimy w sklepie na terenie Campusu lub w Biedronce tuż za płotem. Jedzenie i napoje (również alkoholowe) bez problemu można sobie zorganizować. Po jedzonku i biesiadowaniu, moi drodzy, czeka strefa wygodnych hamaczków – na słońcu do opalanka i pod daszkiem – do nieopalnka albo w razie deszczu. Na hamaczku wiadomo – można się pobujać i złapać oddech albo przyciąć komara, żeby mieć siłę na dalsze przygody. Bo jakby tego było mało to widok z hamaczków jest idealny na kino plenerowe. Od wczesnego popołudnia, do późnych godzin nocnych – do drugiej czy trzeciej w nocy wyświetlane są dobre filmy przygodowe. A jeszcze pomiędzy hamakami a ekranem ustawionych jest kilkadziesiąt leżaków, także można zalec na relaks na cały późny wieczór, później zaliczyć afterparty w domku, wozie lub tipi i tak przeżyć dobę bez snu. A co! 🙂  
DOJAZD DO ENERGYLANDII:
Z Western Camp rano odjeżdżają dwie lub trzy kolejki (takie traktorki z przyczepkami, gdzie są ławeczki, to też śmieszne doświadczenie samo w sobie), żeby zdążyć na otwarcie Energylandii. To samo na zamknięcie – ta sama kolejka czeka i zbiera interesariuszy, żeby bezpiecznie odstawić ich do Resortu. (Nosisz opaskę z Western Camp, więc widać, że jesteś gościem. Nikt inny się nie zabierze tą kolejką.) Także organizacja 11/10, bo o ile można dotrzeć na piechotkę (chociaż na miejscu jest tyle chodzenia, dreptania i stania w kolejkach, że dzisiaj uważam to za zbędna stratę niezbędnej energii na starcie), o tyle powrót – po całym dniu spacerowania i emocjonujących przygód – na piechotę byłby gwoździem do trumny. 
PODSUMOWANKO:
Western Camp jest atrakcją samą w sobie. Jeśli planujesz wyjazd do Energylandii (szczególnie ze znajomymi lub starczymi dziećmi) to to jest piękna wisienka na torcie. Naprawdę fajnie zorganizowane, bardzo ładne  miejsce na weekendowy chillout, wspominam równie przyjemnie jak samą Energylandię. 11/10

Część II:  Energylandia
ATRAKCJE: 
O samych kolejkach nie będę się rozpisywać, bo wiadomo –  są bardziej emocjonujące i mniej, bardziej straszne, bardziej śmieszne, bardziej wodne. Kto co lubi, totalnie. Ważne – proponuję nie spojlerować sobie samemu i nie oglądać filmów z parku, przejazdów i atrakcji. Fajniej jest nie wiedzieć czego się spodziewać, element zaskoczenia, nie? 😉 
To co musi wybrzmieć głośno i wyraźnie: to nie jest miejsce wyłącznie dla adrenalinowych freaków szukających ekstremalnej rozrywki. Poza kolejkami, młotami i huśtawkami, przez cały dzień są wybitne, podkreślam WYBITNE pokazy prawdziwych mistrzów najróżniejszych dyscyplin: show mistrzów akrobatyki (również takiej w ekstremalnym wydaniu, gdzie zastanawiasz się czy to są naprawdę prawdziwi ludzie z krwi i kości czy może jednak nie?), pokazy prawdziwej magii i iluzji, Fire Show, gdzie niesamowici pirotechnicy robią z tym ogniem kosmiczne rzeczy, dla prawdziwych fanów motoryzacji ekstremalne pokazy kaskaderskie na motocyklach, quadach i w samochodach, również w wersji połączonej z Fire Show – to tylko kilka, które udało mi się uchwycić, ale jest cała masa innych pokazów i spektakli, również dla najmłodszych widzów, także każdy, naprawdę każdy będzie bawił się świetnie, nawet jeśli nie jest fanem przeciążeń na rollercoasterach. Ludzie bardzo często pomijają tę część atrakcji, ale to co Ci artyści robią przekracza ludzkie możliwości i wyobrażenia. To jest niesamowite, piękne, wymaga niesamowitego wyćwiczenia, odwagi i pewności siebie. To jest trochę magiczne. Dlatego gorąco zachęcam Was do brania udziału w wydarzeniach – Ci ludzie robią to z pasji, żeby udowadniać nam, że niemożliwe nie istnieje.
Jest strefa kolejek i karuzeli dla maluchów (raczej takich już umiejących chodzić i mówić, nie rozpędzajmy się ;), dla maluchów są też pokazy i teatrzyki, także klimat jak najbardziej sprzyja wypoczynkowi całą rodziną. 
Poza tym wszystkim jest też duża strefa aquaparku, na który nie wystarczyło mi czasu. Opowiem Wam więcej, jak wrócę do Energylandii, ale – tak, nie mogłam się oprzeć i zajrzałam na YT, kiedy okazało się, że nie ze wszystkim zdążyłam – zjeżdżalnie, bąbelki i leżaczki mają na wypasie. Tutaj również dla każdego coś miłego.
A przechadzając się od atrakcji do atrakcji na terenie całego parku łatwo spotkać animatorów – wikingów, wojów na szczudłach, bajkowe postaci, którzy zbijają z Tobą piątki, straszą Cię, chlapią wodą albo po prostu przyjaźnie się uśmiechają, co czyni to miejsce trochę zwariowanym.  
MIEJSCE:
Jeśli nie byłeś nigdy w żadnym parku rozrywki – żadne słowa tego nie oddadzą. Gdziekolwiek, w jakimkolwiek funparku – podekscytowanie, radość, adrenalina, strach i niesamowita ciekawość jaka nagle zaczyna Cię opanowywać – to jest nie do opisania, bo to są emocje, uczucia, doświadczenia. Jeśli więc nie byłeś jeszcze w żadnym, to Energylandia jest świetnym miejscem, żeby zacząć. (Nawet jeśli nie zostaniesz fanem rollercoasterów, to naprawdę nie pożałujesz – jak już gdzieś pisałam 😉
Jeśli natomiast miałeś już okazję kiedyś w jakimś być, to Energylandia jest na pewno obowiązkowym punktem na mapie europejskich funparków.
Słuchajcie, no byłam w paru innych funparkach w Europie i Energylandia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bo jest taka… europejska. Same atrakcje są na bardzo wysokim poziomie. Pokazy artystów, o których pisałam wyżej, na najwyższym! Jest przestronnie, teren jest ogromny, bardzo zadbany i czysty, tak jak i same atrakcje. Aranżacja przestrzeni i niektórych „poczekalni” jest niesamowita i ciekawa (jak np. gabinet lekarski z UFOludkiem na kozetce), zabawne motywy, kolorystyka, cały klimat – wszystko ze smakiem i w punkt.
Ok, na rozpoczęcie i zamknięcie Energylandii jest biedna taniec – to widział parady z pompą w innych parkach rozrywki, ten poczuje duży niesmak na widok zadyszanych tancerzy w przebraniach i kilku szczudlarzy, natomiast bardzo szybko ten niesmak zostaje stłumiony, ponieważ później do tańców i hulanek zapraszani są wszyscy i bez względu na wiek, płeć, wagę i kolor skóry każdy śmieje się do rozpuku. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy w Polsce i różnie to bywa z klasą i dobrym smakiem, do tego bilet w cenie jedynie 120zł za cały dzień przygód (chociaż ja wyczekałam promocję – normalny bilet kosztował mnie 100zł) + 5zł za kod do szafek, który wygodnie mieć, wszystkie atrakcje są w cenie nie dopłacasz już za żadne inne wejściówki. Przykładowo bilet do francuskiego Disneylandu do koszt rzędu około €75 (nie jestem pewna czy nie więcej, bo też sprawdzałam jakieś promki), gdzie to nie jest tak, że Disneyland dzieli przepaść od Energylandii. Pod względem atrakcyjności wcale nie ma takiej przepaści, jakby to cena odzwierciedlała. Dlatego naprawdę solidne 10/10, bo naprawdę miazga w jakim kierunku to poszło, a byłam świadkiem, że już powstaje kolejna kozacka kolejka, dużo wyższa od Hyperiona. (PS Ale jeśli Hyperion to tylko w pierwszym rzędzie. Wyczekajcie moment, kiedy będzie mała kolejka, ale naprawdę warto! Emocje są nieporównywalne.)
OBSŁUGA: 
Obsługa samych atrakcji przemiła, z każdym można zażartować w ciągu tych 3 sekund, kiedy sprawdzają Twoje zapięcie, wszystko dzieje się sprawnie i bardzo profesjonalnie. Byłam też świadkiem sprzątania jednej z kolejek (no cóż, zdarzają się i takie przygody), chłopaki najpierw upewnili się czy zsiadający delikwent ma towarzystwo i czy nic poważnego mu się nie stało, czy jest w stanie mówić, czy widzi poprawnie, czy jest w stanie chodzić, żadnych nieprzyjemności czy niemiłych żartów, w 10 sekund ogarnęli przestrzeń i wytarli niemal do sucha, także bardzo profesjonalnie i uprzejmie. Także też 10/10, nawet w kryzysowych sytuacjach.
Natomiast ta część jedzeniowo-sprzedażowo-usługowa… No to już inna para kaloszy i tutaj bardzo szybko przypominamy sobie, że jesteśmy w Polsce. Dziewczyny sobie potrafią gadać w najlepsze, a ludzie stoją w tej nieruszającej się kolejce i tracą cenny w tym dniu czas. Obsługa jest opryskliwa i widać, że pracują tam za karę. Natomiast mi się na przykład trafiło, że czekałam dobre dziesięć minut na obiad, który był już wydany i stygł, a pani kasjerka (miła i uśmiechnięta swoją drogą) po prostu wyszła, ale w tym wypadku to ja szanuję, że w ogóle wróciła, ponieważ była sama jedna poza osobą na kuchni, miała z 10 stolików do zmywania w środku i na zewnątrz, obsługiwała niekończącą się kolejkę przy kasie i jeszcze wydawała zamówienia w międzyczasie, a blat też od czasu do czasy wypada przetrzeć, także na litość boską zostawiłabym tam na dwa dni tego cwaniaka, który wydał na to pozwolenie, żeby zasmakował tego zapierdolu na własnej skórze. Może wtedy nauczyłby się co to są godne warunki pracy. Także z jednej strony są minusy, ale z drugiej szanujmy się, moi drodzy, bo dla Ciebie to właściwie tylko 10 minut, a dla kogoś to może być bardzo ważne i pewnie jedyne 10 minut w całym dniu. 
PODSUMOWANKO:
Jako Polacy powinniśmy popularyzować takie miejsca i pokazywać, że Polska wie co to dobra zabawa. Uważam, że cena jest totalnie zaniżona, nawet gdyby bilet kosztował dwa razy tyle to i tak powiedziałabym, że warto. Także to na ogromny plus. Jeśli zaopatrzysz się w swój prowiant i picie to nie wydasz ani grosza więcej (a na miejscu ceny są dość hardcorowe, jak to bywa w tego typu miejscach). Generalnie świetne miejsce, gwarantuję, że każdy znajdzie coś dla siebie i wróci rozemocjonowany i usatysfakcjonowany. 

Pamiętaj! Rozrywka jest bardzo ważnym elementem życia. 10 lat czekałam, na weekend z Western Camp i Energylandią i to był ogromny błąd, my friends! Nie popełniajcie cudzych błędów! 😉 

Jeszcze kilka fotek z serii #catchmoments:

[URIS id=852]

 

Podrzuć mi od siebie jakieś nieoczywiste miejsce do odwiedzenia w weekend 🙂

Pozdrawiam, dużo się uśmiechaj i zrób jakiś dobry uczynek w tym tygodniu. Nabij sobie good karma!

Basia Romanowska

Żyję w zgodzie ze sobą. Inspiruję do spełniania marzeń i podążania za głosem serca. Chcę rozbudzać w Was świadomość własnych potrzeb i jakościowego życia. Rozwijam też własną firmę IT zajmującą się testami aplikacji. Zapraszam Cię do świata, gdzie normalność to wrażliwość, satysfakcja i radość z życia oraz spełnianie marzeń <3 Poznajmy się!

Wesprzyj to co robię i dołącz do grupy mikrozachwytowiczów. Ciesz się żyćkiem <3

Śledź sociale Mikrozachwytów, dziel się swoimi mikrozachwytami i oznaczaj @basiaromanowska (IG) lub @ilovemikrozachwyt (FB). Uśmiechnijmy się do siebie.
Daj się poznać ♥